Czyn przepołowiony, czyli drogie wykroczenia

Od jakiegoś czasu w mediach mówi się o podniesieniu granicy rozdzielającej przestępstwo kradzieży od wykroczenia. Według propozycji Ministra Sprawiedliwości kwota je dzieląca ma być podniesiona z 250 do 1.000 złotych. Propozycja spotkała się z licznymi, moim zdaniem w pełni zasłużonymi, głosami krytyki.

Czym jest tzw. czyn przepołowiony?

W dzisiejszej relacji w TVP1 w ustach przedstawiciela Ministerstwa Sprawiedliwości pojawiło się określenie „przestępstwo przepołowione”. Określenie to nie jest do końca trafne, ale istota czynów przepołowionych sprowadza się do tego, że w ich przypadku przestępstwo od wykroczenia dzieli ustawowo określona kwota: poniżej tej kwoty czyn zabroniony będzie stanowił jedynie wykroczenie, a więc czyn z reguły zagrożony karą łagodniejszą i brakiem wpisu w Krajowym Rejestrze Karnym w przypadku skazania, zaś powyżej tej kwoty czyn stanowić będzie przestępstwo ze wszystkimi tego konsekwencjami. W całym zamieszaniu chodzi właśnie o podniesienie tego limitu. Dotyczy to przede wszystkim takich czynów zabronionych jak kradzież, paserstwo czy zniszczenie mienia.

Skąd pomysł na zmianę?

W dzisiejszej relacji w telewizyjnej Jedynce z ust rzecznika prasowego Komendanta Głównego Policji Mariusza Sokołowskiego usłyszeć mogliśmy, że propozycja ma na celu między innymi „odciążenie prokuratorów”. Argumentacja taka nie do końca mnie przekonuje, w szczególności dość fałszywie zabrzmiała troska Policji o ulżenie prokuraturze. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że chodzi o to, że postępowanie w sprawie o wykroczenie jest dużo prostsze do przeprowadzenia i dużo łatwiej je zakończyć, w tym przede wszystkim stwierdzając brak podstaw do wystąpienia z wnioskiem o ukaranie. Nie przekonuje mnie też rzekoma oszczędność kosztów postępowania, jaką ma przynieść zmiana przepisów. Należy pamiętać, że zarówno w przypadku przestępstwa jak też wykroczenia zasadą jest obciążanie skazanego sprawcy kosztami postępowania w sprawie, a więc to sprawca ma w ostatecznym rozrachunku ponosić finansowe konsekwencje swego czynu.

Skutki proponowanych zmian

Nie trzeba być prawnikiem by przewidzieć możliwe konsekwencje planowanych zmian.

Po pierwsze: podniesienie granicy kwotowej dzielącej przestępstwo od wykroczenia może spowodować wzrost poczucia bezkarności sprawców dotychczasowych przestępstw. Kwota 1.000 złotych odpowiada wartości skradzionego telefonu komórkowego, aparatu fotograficznego, tabletu czy też innego sprzętu elektronicznego albo… emerytury. Opłacalne będzie więc kalkulowanie wartości kradzionego mienia, by „zmieścić się” w wykroczeniu. Przepisy Kodeksu wykroczeń jako najsurowszą przewidują karę aresztu trwającego do 30 dni. Za przestępstwo kradzieży Kodeks karny przewiduje karę od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności. Różnice są więc kolosalne, zwłaszcza w przypadku sprawców powracających do łamania prawa. Wizja zamiany wieloletniej izolacji więziennej na stosunkowo krótki areszt może stać się więc dla sprawców kusząca.

Po drugie: Polska jest krajem, w którym najniższe wynagrodzenie netto oscyluje w granicach 1.200 złotych. Kradzież niemalże całej wypłaty, kończąca się w przypadku doprowadzenia do skazania przeważnie wymierzeniem kary grzywny lub krótkim aresztem może, nie bez powodu, kłócić się z poczuciem sprawiedliwości większości Polaków.

Obniżenie poczucia bezpieczeństwa obywateli nie powinno odbywać się w imię jakichkolwiek oszczędności, w tym w szczególności na kosztach postępowania. To na Państwie spoczywa obowiązek zapewnienia bezpieczeństwa i nie powinno ono rezygnować z tej istotnej roli w imię oszczędności budżetowych.

Dodaj komentarz